środa, 30 grudnia 2015

Podziękowania

Kilka minut temu stuknęło nam 2000 wyświetleń!
Z tego powodu baaaardzo Wam dziękujemy!
Żadna z nas nie przypuszczała, iż z tego bloga jednak coś będzie.
Wasza aktywność sprawia nam wielką radość!
No i oczywiście mam nadzieję, iż będzie już tylko lepiej!

~Gray_Kitteh wraz z Sher GamesAndVlog, oraz Brzoza_Art

Dziękujemy!

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Od Catherine Laurenfrost CD Shajiry

Lekcje minęły spokojnie. Jak nigdy dotąd. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie tyle oczy spoglądających na mnie kątem oka. Jako ostatnia spakowałam się i wyszłam. Nagle do głowy przyszła mi pewna myśl. Skierowałam się do równoległej klasy. Weszłam do środka, gdy w ostatnim momencie do moich uszu dotarła muzyka. Zawahałam się, ale już za późno. Moim oczom ukazała się... stolna tancerka? Bądź co bądź, była to dziewczyna, która se tańczy na stole. Stałam ogłupiała nie wiedząc co zrobić. Widać było, że nieznajoma, także nie ma takiego pojęcia. Przestała tańczyć i albo mi się zdawało, albo zarumieniła się. Gdy ujrzałam, że spada z ławki, to bezmyślnie do niej pobiegłam. Nawet jeśli nie miałam siły jej utrzymać, to zamortyzowałam upadek i spadła dokładnie na mnie. Jęknęłam, stęknęłam i inne wydałam odgłosy. Jasnowłosa od razu wstała z mnie, a ja jakoś podniosłam się. Podała mi rękę.
- Przepraszam... - mruknęła.
- Nic się nie stało - z pomocą jej dłoni, podniosłam się.
- A co tu robiłaś? - odwróciłam wzrok.
- Ech..
- Dobra nie było pytania! - rozumiałam ją. Przynajmniej tak myślałam. Skierowałam się na koniec sali i z ostatniej ławki chwyciłam teczkę, którą zostawiłam tu myląc klasy. Była powypychana, pomazana z licznymi rysunkami mangi. Jej okładka początkowo była koloru pastelowego żółtego, ale zmieniła kolor na tęczowy. 
- Ja przyszłam tylko po to... Już wychodzę... - ostatnie słowa mówiłam coraz ciszej i nieśmialej.
(dokończysz?)

Od Die Shiro – Pierwsze spotkanie

Stałem oparty o ścianę, a dookoła nic nie przykuwało większej uwagi. Chciałem, by tak było przynajmniej do pierwszego dzwonka, ale nie dadzą człowiekowi chwili świętego spokoju. Wtedy ujrzałem przed sobą dziewczynę ubraną w dres. Ktoś do niej podszedł i niespodziewanie ją popchnął, a wtedy książki wysypały jej się z plecaka. Wzdrygnąłem się na ten gest. Nie stał tam jeden prostak, ale dwóch. Oboje śmiali się głupio z młodszej od siebie.
Co to ma znaczyć? Takie nabijanie się z młodszej? Nie wiem dlaczego to zrobiłem, ale nie potrafiłem tego tak zostawić. Podszedłem. Jeden z nich nie słyszał moich kroków. Chwyciłem go za kaptur i pociągnąłem do tyłu.
- Będziesz się dalej śmiał - szepnąłem mu do ucha. 
Totalnie zaskoczony wydusił: 
- Eeee... Śpieszę się... - i wyślizgnął się, a przynajmniej tak mu się wydawało. Sam go w końcu puściłem. Jego kolega również zwiał, aż się dymiło. 
- Dziękuje. Tia jestem – rzekła dziewczyna, gdy wstała z podłogi. 
- Proszę - odrzekłem z pogardą. Odwróciłem się i odszedłem. 
- Ej! Teraz ty mówisz jak się nazywasz – złapała mnie za rękaw i spojrzała na moją twarz oczami zbitego psa. 
- Ehh... Die Shiro... - Po co ja to robię? Zawsze mówię, że nie będę się wtrącać w nie swoje sprawy, a zawsze wychodzi tak samo. Gdy zauważyła, że nie mam zamiaru na nią spojrzeć, popatrzyła na mnie wnikliwie. Wydawało mi się, że chciała coś powiedzieć, ale wtedy wrócił ten typek z koleżkami. 
- Teraz nie masz szans! Nas jest czterech, a ty jeden i z tobą mały chłopiec – zaśmiał się szyderczo. 
- Hy... Gdzieś was mam - spojrzałem na jednego z tych debilnych chłopaków, a jemu mina zrzedła. - Chodź młoda - rzekłem po cichu. Znowu to zrobiłem... Nie mam zamiaru bawić się z tymi idiotami, ale żal mi tej dziewczyny. Nie mądrze byłoby ją tu zostawić. Te naiwniaki odpuściły jednak. Zajęli się czymś innym. 
- Lubisz grać w piłkę? - jaka ona śmiała! - Może zostaniesz moim pseudo starszym bratem? - Powiedziała śmiejąc się lekko - I nauczysz mnie.
Ona mówi poważnie?
- Nie. 
- Dlaczego? - popatrzyła na mnie błagalnie.
Nie potrafiłem jej odpowiedzieć na to pytanie. Co miałem jej powiedzieć? Prawdę? Nie wchodzi w grę! Patrzyła na mnie tak biednie. Przez krótką chwilę nie śmiałem nic powiedzieć.
- Ehh... Dobra...- co ja gadam?! Jaki ja jestem głupi! 
- Jeeeej! Ale fajnie !!! Mogę ci ufać? 
Spuściłem głowę. Mój wyraz twarzy na chwilę się zmienił. Dlaczego o to pyta? 
- Nie - odwróciłem się i już miałem odejść. 
- Szkoda... Pokazałabym ci coś... - złapała mnie za rękaw i wyprowadziła na tył szkoły, a potem obok o parę metrów oddalonej sali gimnastycznej. No co ona wyrabia! Przecież się nie zgodziłem! Nie ma wstydu?!Rozejrzała się przez chwile, pochyliła się i poczęła odsuwać jakieś kamienie. Nie miałem zielonego pojęcia jaki był temu cel, ale po chwili wszystko stało się jasne. U dziurze, którą odsłoniła były trzy rude lisiątka.
- Matki nie ma. Pewnie zginęła, co mam z nimi zrobić? Jak myślisz? 
Bardzo się zdziwiłem. Sekundę wcześniej miałem ochotę porządnie ją opieprzyć za to, że zaciągnęła mnie tu bez mojej zgody, ale... one były takie piękne, małe delikatne zupełnie jak... jak moja siostrzyczka.
- Nie znoszę zwierząt - rzekłem sucho odwracając głowę, tak jakby było mi zupełnie obojętne, to co spotka te małe stworzonka. 
- Umrą... Nie jesteś oschły tylko zgrywasz twardziela, ale delikatność to nic złego. 
Skąd może wiedzieć?! Ona mnie w ogóle nie zna! Zamieniliśmy ze sobą góra dziesięć zdań! No błagam! Ale charyzmę to miała niemałą. Czym prędzej pociągnęła mnie za rękaw, niczym mała dziewczynka prosząca o coś swoich rodziców. 
- Zamknij się. 
- Proszę! - wciąż błagała i upierała się - Będę płakać.
- Nie wiem! Nie znam się! Skąd mam wiedzieć?!
- Jesteś starszy! Musisz wiedzieć!
No faktycznie trochę wiedziałem.
- Weź te lisy. Są wygłodzone, więc ich matka nie żyje. Nakarm i ogrzej. Potem powiem ci co dalej – mówiłem to z okropną niechęcią w głosie. 
- Okej. Za trzy lekcje po nie przyjdę – wtedy wyjęła z plecaka kanapkę, podzieliła ją na trzy i włożyła do dziury. Była taka uśmiechnięta. Widać było, że uwielbia zwierzęta. Ja zresztą też, ale nie mógłbym się do tego przyznać, więc co miałem zrobić? Odszedłem.

piątek, 25 grudnia 2015

Od Rin'a - Jak przejąć władze

Wchodząc do Sali wyraźnie zobaczyłem jak jakiś nowy uczeń zajął moje miejsce.  Oczywiście nie odpuszczając sobie tego podszedłem jak najszybciej.
-Koleś… zjeżdżaj stąd.
-A ty ,,koleś,, nie pruj się t…Rin?- podnosząc się skierował wzrok na mnie.
-Dla ciebie per pan Rin- szczerze mówiąc nie wiedziałem skąd zna moje imię.
-No nie żartuj sobie… przecież mnie znasz! Tazu…Tazukine…tyle mieliśmy razem odpałów, a ty tego nie pamiętasz?...
-Huh?...odpałów powiadasz?...Czekaj…Tazu…ten Tazu?
-Koleś no ba!
-Tazu..Tyle czekałem…!- padając na kolana pojawiły się łzy w moich oczach.
-Ej Rin, dlaczego ty..płaczesz?
-Tu były walone męczarnie!  Ciągle tylko te baby i baby w kółko… mózg mi się już zlagował od nich…
-Tazu przybył na ratunek!- podając mi rękę wypowiedział dalsze słowa. –Czekaj, ale chyba je lubisz…
-Nie o to chodzi! Ważne, że teraz… -na mojej twarzy pojawił się wręcz szatański uśmiech.
-Ohh, wiem co masz na myśli.
**
Docierając do szkolnej kuchni, ujrzeliśmy piękną, białą mikrofalówkę. Bez większego zastanowienia Tazu włożył tam wcześniej zakupione przez niego petardy. Jako iż była tam też kucharka wszystko robiliśmy na *sneaky sneaky*. Odpalając je wyskoczyliśmy przez okno w kuchni. Po kilku sekundach rozległ się ogromny huk, a kucharka uciekła.
-Ty patrz jak Roz…rozwaliło mikrofalówkę!- spoglądając na nią popadłem w ogromny śmiech.
Wszyscy zbiegając się w miejsce zdarzenia wskazali na nas z słowami: ,,Pani dyrektor to te dwa debile!,,
-No to jesteśmy w dupie bro.
-Jak zawsze z resztą.
Po kilku sekundach niezręcznego czekania przybył nasz dyrektor…, a raczej dyrektorka.
-Chłopcy! Do gabinetu! Już!

(Tazu, co odpierdzielamy dalej <.< ?)

Od Shajiry


Siedziałam na kanapie, gotowa do wyjścia. Podniosłam rękę, podciągnęłam rękaw i patrzyłam na blizny na nadgarstkach. Nagle ktoś podszedł do mnie od tyłu, przytulił mnie.
- Shin - powiedziałam cicho, obracając się w stronę siostry. Była moją siostrą, miała wtedy 18 lat. Puściła mnie, zarzucając ogniście czerwonymi włosami, a w granatowych oczach zabłysnęły gwiazdki.
- Miałaś przestać się tak zamartwiać! - stwierdziła z wrednym uśmiechem. Odpowiedziałam jej przyjaznym uśmieszkiem, choć nieszczerym. Wyszłam z dużego domu, idąc spokojnym krokiem do szkoły. Czemu nie odpowiedziałam? Bo nie miałam już czasu. Zimowe powietrze było zawsze takie przyjemne. Może parę słów o tym, czemu zmieniłam szkołę? To dosyć nieprzyjazny powód... Zaczęło się od grupki trzech dziewczyn. One "rządziły" w szkole, wszyscy musieli ich słuchać. Jako że już w tamtym czasie borykałam się z tą przeklętą depresją, starałam się je ignorować. Nawet mi to wychodziła, zdobyłam jakichś znajomych, podających się za moich przyjaciół. Te panienki chciały pokazać, iż to one mają tu władzę,
zaś ja nie chciałam się podporządkować... To przesądziło o moim życiu w tej szkole. Szybko zaczęły się pojawiać okropne plotki na mój temat. Oczywiście fałszywe. Tak samo było w gimnazjum... Grałam, jak zawsze, że nic się nie dzieje. Mimo to, Szaron i Shira zauważyły, iż coś jest nie tak, gdy zobaczyły u mnie nowe siniaki. Tak, ludzie ze szkoły się nade mną znęcali. Błyskawicznie zostałam znienawidzona. Moi "przyjaciele" jako pierwsi poczęli się ze mnie wyśmiewać. Kiedy tylko siostry zauważyły sińce, przepisały mnie do nowej szkoły, to był mój pierwszy dzień. Nim się obejrzałam, rozpoczęły się lekcje, starałam się unikać kontaktu z innymi.
*Po lekcjach*
Zostałam w szkole, zaczekałam aż wszyscy uczniowie wyszli. Znalazłam pustą salę. Szybko weszłam do środka, zamknęłam drzwi. Wyciągnęłam komórkę i włączyłam muzykę, nieważny tytuł, nadawała się do tańca. Wskoczyłam na jakąś ławkę i zaczęłam tańczyć. Uśmiechałam się tak szczerze, dopóki... Ktoś nie przerwał mojego "występu". Nagle ktoś otworzył drzwi klasy, a ja wybita z rytmu, spadłam z ławki.

(No więc... Kogo niesie?)

Nowa uczennica!

                                                           Poznajcie Shajiire!
Nazwisko: Kalle
Wiek: 16 lat
Klasa: 1A
Płeć: Dziewczyna
Punkty: 10